Tak to jest być trzeźwym alkoholikiem

Styl Życia
GettyImages-922972450

Master1305/Getty

Ostatnim razem, kiedy nalałem sobie kufel – tak, pół litra – dżinu z kilkoma kostkami lodu i odrobiną lemoniady, był 23 lipca 2017 roku. Na początku tego samego roku, w marcu, w końcu przyznałem sobie, że jestem alkoholikiem. Wiedziałem, że mam problem, ale nie zdawałem sobie w pełni sprawy, jak duży jest problem, dopóki nie zdecydowałem się na dietę bez cukru i bez alkoholu przez dwa tygodnie pod pozorem chęci schudnięcia. Testowałem siebie, żeby zobaczyć, jak źle się dzieje.

Byli źli.



Mój umysł pragnął i potrzebował alkoholu. Moje kubki smakowe tego nie zauważyły. Moja skóra pełzała po to. Moje bóle głowy i dreszcze były okropne. Przyznałem się do mojego problemu mój partner i kilku przyjaciół. Sięgnąłem po wsparcie do innych trzeźwych alkoholików.

Przetrwałem kilka tygodni bez picia, a potem upadłbym. Ciągle wracałem do rzeczy, która mogła mnie ostatecznie zniszczyć, ponieważ tęskniłem za tym. I chociaż mój ostatni drink był ponad rok temu, ja nadal tęsknię za piciem.

Pod pewnymi względami cieszę się, że poddałem się temu kieliszkowi ginu tego letniego dnia. Byłem w domu z moimi bliźniakami i mój niepokój był okropny. Patrzyłem, jak bawią się na trawniku i byłem znudzony. Nienawidziłam tego, jak ciepło sprawiło, że koszula przykleiła się do mojego pucołowatego brzucha i ciała, które trudno nazwać domem. Byłem zniesmaczony sobą. Nie mogłem znieść obecności. Chciałem się napić. Myślałem, że go potrzebuję. Więc miałem jeden.

Właściwie miałem kilka w ciągu kilku minut.

Ale moja tolerancja była nadal bardzo wysoka i wszystko, co dostałem, było trochę podekscytowane. A potem pojawił się wstyd, złość i strach. Negatywne odczucia związane z piciem w końcu przeważyły ​​nad negatywnymi uczuciami… nie picie. Musiałem dokonać wyboru: dokończyć butelkę lub ją wyrzucić.

róża to czerwone fiołki to niebieski wiersz

Wyrzuciłem to.

Wstałem i zacząłem od nowa.

Obiecuję sobie pozostać trzeźwym tylko jeden dzień na raz. Wiem, że to frazes, ale to właśnie dla mnie sprawdza się w łączeniu dni, tygodni i miesięcy. Patrzenie w przyszłość jest zbyt przytłaczające. I za dużo brakowało mi picia w tych wczesnych dniach i miesiącach, by zastanawiać się i martwić, czy zawsze będę za tym tęsknił tak bardzo.

Jak bym to zrobiła? Jakie życie miałbym, gdybym ciągle walczył? Gdybym spojrzał poza dzień, poza godzinę, wpadłbym w panikę. Pogrążyłbym się głębiej w depresji. Panika i depresja zagrażały mojej trzeźwości. Nadal to robią.

Ale pewnego wieczoru, przygotowując kolację, zdałem sobie sprawę, że po raz pierwszy w ciągu dnia naprawdę zapragnąłem drinka. Byłem zszokowany. Zrobiłem to do 17:00? Cholera, to było ogromne. To było również zapewnienie, że muszę wiedzieć, że mogę przegapić picie, ale nie dać się przytłoczyć tęsknotą. Każdy dzień był inny, ale z biegiem czasu moje uzależnienie zmalało. Pozwoliłem sobie zatęsknić za alkoholem. Pozwoliłem sobie być alkoholikiem.

Bycie trzeźwym nie oznacza, że ​​nie chcę pić; to znaczy, że decyduję się nie pić. Każdego dnia, czasami kilka razy dziennie, podejmuję decyzję, aby pozostać czystym. Czasami oznacza to, że siedzę z dala od grupy na spotkaniu towarzyskim lub przyjęciu, ponieważ zapach piwa i wina jest po prostu zbyt silny. Obawiam się, że wpadnę w romantyzację, jak dobrze by to smakowało. Mogę zamknąć oczy i posmakować zimnego płynu na języku. Czuję, jak rozgrzewa mój brzuch i spowalnia mózg. Brakuje mi tej kombinacji doznań. I tęsknię za piciem, kiedy mam do czynienia z nieprzyjemnymi uczuciami, które powodują, że jestem smutny i nastrojowy. Te uczucia sprawiają, że czuję się jak ciężar. Alkohol pomógł mi to wszystko odepchnąć.

Brakuje mi rytuału robienia drinka. Czasami robię koktajl bezalkoholowy, aby zaspokoić swoje pragnienie. Wyjmuję deskę do krojenia i kroję kliny z limonki. Brzęczę kostkami lodu do kufla. Wyciskam sok z limonki na lód i wrzucam owoce do szklanki przed dodaniem zwykłej wody sodowej. Mieszam napój nożem do limonek tak, jak bym zrobiła sobie gin z tonikiem albo gin i cokolwiek.

Pewnego dnia, jadąc do domu, prawie wjechałem do lokalnego sklepu z napojami. To był taki, który często odwiedzałem, zwłaszcza w piątkowe popołudnia. Zaskoczyło mnie pragnienie, by wjechać i zaparkować. Przegapiłem proces wyboru, jakie piwo kupić. Tęskniłem za wyniesieniem skarbów do samochodu w brązowej torbie. Ale zmusiłem się do pozostania w drodze. Zmusiłem się do domu.

Tęsknię za piciem, kiedy bawię się z moimi dziećmi, pracuję godzinami lub biegam wiele kilometrów na raz – nie zawsze lub nawet zwykle, ale nawet gdy wszystko jest dobre i zdrowe, czasami mam ochotę napić się. Kiedy czuję się stabilny emocjonalnie, mój mózg nakłania mnie do myślenia, że ​​poradzę sobie z drinkiem. Przechodzę przez okresy dobrego samopoczucia i prawie zbytniej pewności siebie. Oczywiście mogę kontrolować swoje picie , Myślę.

Nie, nie mogę. Chęć picia nadal istnieje i jest bardzo silna zarówno w najlepsze, jak i najgorsze dni.

Minął ponad rok, odkąd wypiłem alkohol. Nadal walczę. Nadal panikuję. Nadal tęsknię za piciem. Ale w tym wszystkim nauczyłem się, dlaczego zmagam się, panikuję i tęsknię za tym, co chwilowo znieczuliło mój dyskomfort. Unikałem poznania siebie. Musiałam przyznać, że moje wewnętrzne ja nie było widoczne, bo bałam się to pokazać. Bałem się wprowadzać zmiany, które mogłyby zmienić relacje.

Musiałem zrozumieć moje uczucia dysforii ciała i dowiedzieć się, co chcę zrobić, aby moje ciało czuło się jak w domu. Musiałem ogarnąć panikę, aby uzyskać najczystsze poczucie siebie, jakie kiedykolwiek miałem. Dokonuję zmian. Staję się sobą. Gdybym miał poddać się moim zachciankom, przegapiłbym możliwość poznania mojego trzeźwego ja.

Więc wybieram trzeźwość. Jedna pokusa i jeden dzień na raz.