Mój były mąż i ja byliśmy dobrymi przyjaciółmi, ale złymi małżonkami

Rozwód
rozwód w rozmowie

Noel Hendrickson / Getty

old black men names

Po ułożeniu dzieci w łóżku stanęłam w drzwiach do naszego pokoju rodzinnego i powiedziałam do męża: Masz chwilę?

Byłem niespokojny, chociaż mu nie powiedziałem. Nasi przyjaciele rozwiedli się po 14 latach, a koniec ich małżeństwa sprawił, że zacząłem myśleć o naszym.

Nie jestem nawet pewien, czy czekałem na jego odpowiedź.

Powiedziałem mu, o czym myślałem nasze małżeństwo i że dałbym mu solidne B. Może nawet B+ w dobry dzień. Byliśmy dobrzy przyjaciele , miał trójkę wspaniałych dzieci, nie kłócił się o pieniądze lub seks lub rodzina . Powiedziałem mu, że myślę, że możemy być A z małymi zmianami.

Czuję się przytłoczona wyłączną odpowiedzialnością naszego życia finansowego i martwię się, że coś mi się przydarzy. Chciałbym, żebyś pomógł mi zarządzać naszymi finansami. Chciałbym też, żebyśmy zrobili coś razem. Coś tylko dla nas dwojga, niezwiązanego z dziećmi. Chodźmy razem na lekcje tańca, na wolontariat lub coś innego, tylko ty i ja. Jestem otwarta na wszystko.

Powiązane: 3 rzeczy do zapamiętania we wczesnych dniach rozwodu

Mój mąż nie podniósł wzroku, ale to nie znaczyło, że nie słuchał. Często rozmawialiśmy w ten sposób — ja układałem plan, a on surfował po Internecie.

Czekałem. Nadal nic nie powiedział.

Co myślisz?

Podniósł wzrok znad tabletu. Nie, powiedział.

Śmiałem się. Z pewnością żartował. Zawsze żartował. Nie? Do której części?

Do tego wszystkiego. Mam dość zmieniania się, żeby cię zadowolić. Jestem zmęczony tym, że nie wystarczy. Wiedziałeś, kim jestem, kiedy mnie poślubiłeś. Wtedy było wystarczająco dobrze, powinno wystarczyć teraz. Nie zmieniam się.

Zamrugałem i przełknąłem, próbując kupić sobie minutę przed odpowiedzią.

Sprzeczaliśmy tę kłótnię tysiąc razy, ja tęskniłem za czymś nowym, goniąc zmianę, a on cicho odmawiał. To było centralne źródło napięcia w naszym związku. Zwykle go lekceważyłem, namawiałem do uległości. To było trochę oszałamiające — odmowa pracy nad nami była mocnym stwierdzeniem.

Zaniemówiłem.

Odwróciłem się i posprzątałem kuchnię. Piętnaście minut później poszedłem na górę do łóżka.

W następnym tygodniu oddałem się do poradni. Powiedziałam terapeucie, że mój mąż i ja mamy problemy małżeńskie, że nie chce pracować nad naszym małżeństwem i że jestem tam, aby dowiedzieć się, jak pomóc mu zmienić zdanie. Delikatnie wyjaśniła, że ​​nie tak działa terapia małżeńska (i większość życia). Albo tu jest, albo nie. Dopóki on nie jest tutaj, pracujemy nad tym, co możesz kontrolować.

Przez kolejne dni i tygodnie mój mąż nie ustępował. Przez całe nasze małżeństwo i przez ostatni miesiąc mówił mi, że się nie zmienia. Partnerstwo, które sobie wyobraziłem, nie było tym, którego chciał. Nie musiałem tłumaczyć się inaczej – rozumiał mnie. Po prostu się nie zgodził.

Z pomocą mojego terapeuty usłyszałem go. Zrozumiałem, że był ode mnie oddzielony, z własnym głosem, perspektywą i ścieżką. Zrozumiałem, że się nie zmienia. Mogłem to zaakceptować i zostać lub odrzucić i odejść.

Zdecydowałem się odejść.

Nastąpiły straszne dni. Dni, w których zginałem się w półce z mrożonkami w sklepie spożywczym, wpadały w panikę, że tracę mojego najlepszego przyjaciela. Dni, w których musieliśmy opowiadać naszym dzieciom nowiny tak bolesne, że po latach wciąż widzę ich twarze, tak jak je słyszeli. Ale prawda, że ​​chcieliśmy różnych rzeczy i nie byliśmy w stanie tego wspólnie osiągnąć, nigdy się nie zachwiała.

Rozwiedliśmy się.

Teraz widzę tę noc i nasz związek znacznie wyraźniej. Widzę absurdalność mojego niezależnego oceniania naszego związku i opracowywania planu poprawy wydajności. Pomysł, że ja sam wiedziałem, co jest dla nas najlepsze, nigdy nie wcielając jego punktu widzenia ani nie przyznając się do jego sprzeciwu, był raczej powszechny niż godny uwagi. Zostałam menedżerką mojego męża, a nie jego partnerką. Jego stanowcza odmowa zmiany lub wizyty doradcy przeczyła latom narastającego gniewu. Moje kontrolujące zachowania i wynikająca z niego uraza były wątkami splecionymi w naszą wspólną historię równie konsekwentnie, jak nasze wspomnienia z podróży i naszych maluchów, miłość i śmiech. Nasze małżeństwo nie było partnerstwem iz pewnością nie było zdrowe.

Dużo czasu zajęło mi nabranie odpowiedniego dystansu, aby spojrzeć wstecz i zmienić perspektywę. Prawdę mówiąc, jesteśmy lepszymi rodzicami osobno niż byliśmy razem — zniknęła uraza z powodu naszych zdefiniowanych ról, zniknęła cicha dysfunkcja utkana przez naszą komunikację. Jesteśmy wolni od schematów, które wspólnie stworzyliśmy, które utrudniały oddychanie, gdy byliśmy małżeństwem.

Jesteśmy tak daleko od tego pierwszego pęknięcia, że ​​dzieci czasami zastanawiają się, dlaczego w ogóle się rozwiedliśmy. Widzą, jak łatwo wchodzimy w interakcję, rozmawiamy o filmach, na które nie możemy się doczekać, lub o otwarciu nowej restauracji w mieście. Widzą pozostałe pozytywne połączenie i pytają, dlaczego nie jesteśmy razem.

Nasza córka Lottie pyta najczęściej, ponieważ nie pamięta zbyt wiele czasu, kiedy wszyscy zajmowaliśmy tę samą przestrzeń i czasami odczuwa dotkliwie ból i złożoność życia osobno.

Mówię jej prawdę. Jej tata i ja jesteśmy dobrymi przyjaciółmi, ale byliśmy złymi partnerami. Rozwód zakończył nasz związek. To było bardzo smutne i bolesne i musieliśmy opłakiwać tę stratę. Ale ostatecznie oddzielenie dało nam potrzebne granice, pozwalając każdemu z nas samodzielnie nawiązać relacje z naszymi dziećmi i wziąć odpowiedzialność za kierunek naszego indywidualnego życia. Uwolniło nas to od ciągłego popychania i ciągnięcia, w którym byliśmy zamknięci. Po latach mogliśmy podnieść wątki przyjaźni i zrzucić ciężar tego, co nie działało.

Posłuchaj, co nasze prawdziwe Straszne Mamusie, Keri i Ashley, mają do powiedzenia na ten temat, kiedy przekazują swoje (zawsze prawdziwe) myśli ten odcinek naszego podcastu Scary Mommy Speaks .

Podziel Się Z Przyjaciółmi: