Przeprowadzam moją rodzinę ze Stanów Zjednoczonych, a oto dlaczego
Sarah Hosseini
Kiedy po raz pierwszy nieznajomy kazał mi wyjechać z kraju, byłem w Paryżu. To było moje 31sturodziny. Opublikowałam na Facebooku selfie z Łuku Triumfalnego i podpisałam zdjęcie, Oui Paris mi odpowiada! Wieża Eiffla stała wysoka i przejrzysta w tle, nawet wśród niskich, szarych chmur. Byłem dumny, że tam byłem i widać to było na mojej twarzy – spełniło się marzenie.
Sarah Hosseini
Później tego wieczoru, kiedy wciąż buzowałem z mojego Bordeaux przy kolacji, przeglądałem moje polubienia na Facebooku. (Wiesz, że ty też to robisz.) Wielu moich przyjaciół życzyło mi dobrze i szczęśliwych podróży. Niektórzy dali mi rekomendacje miejsc do odwiedzenia. Wtedy mój wzrok przykuł zdjęcie osoby, której nigdy wcześniej nie widziałem. Był to mężczyzna z siwymi włosami i białą brodą, który napisał: Jeśli tak bardzo ci się spodoba, to przenieś się tam!
Oszołomiony zmrużyłem oczy, aby dokładniej przyjrzeć się komentarzowi. Kliknąłem na profil faceta. Nie znałem go. Myślałem, czy on naprawdę to napisał? A osobie, której nawet nie zna?
Natychmiast go zablokowałem i usunąłem komentarz. Ale komentarz tego nieznajomego pozostał ze mną i stał się przeczuciem tego, co miało nadejść dla mnie, mojej rodziny i wielu innych wieloetnicznych rodzin w tym kraju — rodzin i osób, które myślały, że należą, tylko po to, by dowiedzieć się, że nie… a może nigdy nie mieli.
Kilka miesięcy później Stany Zjednoczone osiągnęły polityczną gorączkę. Gotująca się nienawiść i apatia narastały i stawały się rażąco oczywiste. W 2016 roku mieliśmy nie tylko kandydata, który miał nieprzychylne cechy lub wątpliwą politykę – mieliśmy do czynienia z takim, który był ewidentnie rasistowski, ksenofobiczny i seksistowski (i chwalił się łapaniem cipek). Najstraszniejsza ze wszystkich — miał grupę zwolenników, którzy podzielali te same niepokojące ideologie, lęki i nienawiść co on. Niektórzy z tych zwolenników ujawnili się jako moi sąsiedzi, przyjaciele na całe życie, współlokatorzy ze studiów, a nawet członkowie rodziny. To było jednocześnie łamiące serce i zagmatwane.
baby breakfast ideas
Podobnie jak wielu innych, którzy byli zdenerwowani, zabrałem się do mediów społecznościowych, aby pokazać niektóre z moich frustracji. Niemal za każdym razem, gdy dzieliłem się artykułem w mediach społecznościowych krytykującym platformę Donalda Trumpa, przynajmniej jeden komentator mówił: „Jeśli ci się nie podoba, to odejdź!” Mam też, jeśli ci się nie podoba, wracaj do swojego kraju. Wróć gdzie dokładnie? Urodziłem się tutaj.
Urodziłem się w północnej części stanu Nowy Jork w rodzinie Włochów i Polskie imigranci.
Sarah Hosseini
Jestem trzecim pokoleniem, a moim pierwszym językiem jest angielski. Uczęszczałem do szkoły publicznej w moim rodzinnym mieście Syracuse w stanie Nowy Jork i wyjechałem do Charlotte w Północnej Karolinie na studia.
Sarah Hosseini
Poznałam mojego męża na imprezie braterskiej wśród Bud Lights i gry w piwnego ponga. (Porozmawiaj o współczesnej amerykańskiej historii miłosnej.) Jest także wieloetniczny, w tym Irańczykiem pierwszego pokolenia. Mówi w farsi i jest bardzo kulturowo perski . Nasze córki w wieku 6 i 7 lat urodziły się w Karolinie Północnej. Nasze nazwisko to Hosseini, dość popularne nazwisko na Bliskim Wschodzie.
Sarah Hosseini
Moje dzieci nauczyły się celebrować wszystkie swoje tożsamości: włoską, polską, perską i amerykańską. Lubimy klopsiki i hot dogi. Świętujemy irański Nowy Rok i Boże Narodzenie.
Zawsze postrzegałam siebie, mojego męża i moje dzieci tak samo jak innych Amerykanów — wielokulturową rodzinę w kraju, który jest pełen różnorodności. Ostatnio jednak nie. Zamiast tego jesteśmy zmuszeni wybierać strony. Niestety wybór stron jest niemożliwym wyczynem dla tych z nas, którzy kochają Amerykę, ale także kochają nasze mieszane dziedzictwo. Zasadniczo wydaje się, że osoby wieloetniczne nie mają możliwości przynależności.
Jeśli należymy do siebie i szanujemy nasze mieszane kultury, nie jesteśmy wystarczająco amerykańscy i zachowujemy się niepatriotycznie. Jeśli należymy do narracji białej Ameryki i dostosowujemy się w ten sposób, bezpośrednio zagrażamy i krzywdzimy te części nas, które sprawiają, że jesteśmy nas . Krzywdzimy naszych bliskich. Nasze historie. Dlatego codziennie kwestionujemy naszą przynależność do tego kraju. Po prostu nie wydaje mi się to już właściwe.
Według Mayi Angelou przynależność nigdzie nie wyzwala. Pisze: Jesteś wolny tylko wtedy, gdy zdajesz sobie sprawę, że nie należysz do żadnego miejsca – należysz do każdego miejsca – w ogóle do żadnego miejsca. Cena jest wysoka. Nagroda jest świetna.
Jak dotąd czułem tylko cenę. I jest wysoki. Ceną jest nienawiść. Cena jest taka, wypierdalaj z tego kraju dziwko, jeśli ci się nie podoba, wiadomości w mojej skrzynce odbiorczej.
Wiele osób, etnicznych lub nie, bez wątpienia słyszało, jak dawniej go kocha lub go opuszcza. To logiczny błąd, który zakłada, że w obliczu nieszczęścia lub konfliktu są tylko dwa wyjścia: zostać lub odejść, co oczywiście nie jest prawdą. W środku dwóch absolutów zawsze są realne opcje.
To kochaj lub zostaw to i my lub oni mentalność również zakłada my wszyscy mieć przywilej finansowy, by drastycznie zmienić naszą sytuację (tj. przenieść się do innego kraju), jeśli jesteśmy nieszczęśliwi, czego wielu z nas nie robi.
compare to enfamil neuropro
W głębi duszy wiem, że ta błędna logika jest zakorzeniona w błędnym patriotyzmie. Wiem, że ci ludzie, którzy piszą mi te rzeczy, nie wiedzą, o czym do diabła mówią. Ale jeśli mogę być teraz całkowicie prawdziwy i bezbronny, słowa wciąż bolały. Sprawiły, że martwiłam się i niepokoiłam o moją rodzinę. Wylałam prawdziwe łzy nad tymi słowami. Koledzy Amerykanie, z którymi wydawało mi się, że utożsamiałem się przez całe życie, kazali mi wyjechać. Powiedzieli mi, że nie pasuję. To okropne uczucie.
Miesiąc przed wyborami siedzieliśmy z mężem na naszym tylnym patio popijając piwo. Dochodziły do mnie wybory i chciałem się wyładować. Ludzie ośmielali się swoimi rasistowskimi ideologiami. Moi sąsiedzi szyderczo krzyczeli Allahu Akbar! do mojego męża i dzieci, kiedy szli ulicą. Dzieci w klasie mówiły moim dzieciom okropne rzeczy o muzułmanach. Byłem pełen niepokoju. Cholera, byłam na terapii, żeby omówić, jak te problemy na mnie wpływają.
Jeśli Trump wygra, wyjeżdżamy – powiedziałam do męża. I miałem to na myśli.
Nie byłam sama, mówiąc, że się przeprowadzę. Wielu postępowców wysuwało te śmiałe twierdzenia, w szczególności Cher, która żartowała na Twitterze, że przeniosłaby się na Jowisza . Może ten logiczny błąd wdarł się na mnie. Nigdzie w USA nie widziałem kompromisu.
Uwielbialiśmy Włochy, chodźmy tam i zjedzmy całą wspaniałą pizzę na zawsze! Albo Kanada jest fajna, chodźmy tam. To byłby łatwy ruch.
Mój mąż przewrócił oczami, przypuszczalnie myśląc, że dramatyzuję albo jestem pijana.
Z pewnością były inne sposoby radzenia sobie z moim rosnącym nieszczęściem. Możliwość „po prostu odejść” była przywilejem i mogłem dołączyć do większej liczby grup aktywistów, zadzwonić do większej liczby prawodawców i przekazać więcej pieniędzy organizacjom, które zwalczają niesprawiedliwość, aby uczynić to lepiej dla rodzin, które nie mogą (lub nie chcą) zostawiać. Mogę wysłać czek do Planned Parenthood na nazwisko Mike'a Pence'a. Gdybym mógł po prostu skierować moje rozczarowanie, niedowierzanie i obrzydzenie na sprawy, na których bardzo mi zależało, byłbym w porządku. Kraj może być w porządku. Może mi to wystarczy, ale czy moim dzieciom wystarczy?
Sarah Hosseini
Ku mojemu przerażeniu kilka tygodni później Donald Trump został prezydentem Stanów Zjednoczonych. Mniej więcej w tym samym czasie mój mąż dowiedział się o możliwości rozpoczęcia działalności technologicznej w Indiach i poważnie się nad tym zastanawiał. Pomysł na to był szalony i ekscytujący, ale Indie? Nie mogłem tego sobie wyobrazić.
27 stycznia 2017 r. Trump podpisał dekret o zakazie podróżowania, zakazującym obywatelom większości krajów muzułmańskich, w tym kraju, z którego pochodzi rodzina mojego męża, Iranu. Jego ciotka i wujek, którzy mieli przejść na emeryturę w USA, zostali zatrzymani na czas nieokreślony. Nie mieli pojęcia, co dalej robić, my też nie. Rzeczywistość weszła.
Tydzień po ogłoszeniu zakazu podróżowania dzieciak z pierwszej klasy mojej córki powiedział jej, że Trump zamierza zabrać wszystkich muzułmanów i zamknąć ich. Mamusiu, czy nie możemy po prostu udawać, że nie jesteśmy Persami, a nasza rodzina nie jest muzułmańska, żeby nikt nie próbował przyjechać po nas i odzyskać rodzinę tatusia? zapytała w drodze do domu ze szkoły. Moja krew była zimna. Nie mogłem uwierzyć, że to się dzieje.
Moje gardło ścisnęło się i przełknęłam łzy. Wiedziałem w tym momencie, że nie możemy zostać.
male name meaning warrior
W następnych miesiącach obserwowałam, jak moje prawa reprodukcyjne zostały wycofane. Plan opieki zdrowotnej w naszym kraju był na granicy, pozostawiając miliony Amerykanów, w tym dzieci, bez siatki bezpieczeństwa dla ich zdrowia. Nieudokumentowane matki i ojcowie, którzy wyemigrowali tutaj lata temu, byli deportowani, pozostawiając swoje małe dzieci same w USA. Potem Charlottesville i biała supremacja. Trafienia wciąż nadchodziły. Każdego dnia lub tygodnia pojawiało się coś nowego, coś traumatycznego, szkodliwego lub nienawistnego.
W tym czasie marzenie mojego męża o pracy ze startupem stawało się coraz bardziej realne. Obciążenie pracą, które, jak sądził, poradzi sobie z podróżowaniem tam i z powrotem między Indiami a Stanami Zjednoczonymi, stało się zbyt duże. Moje dzieci i ja spędzaliśmy tygodnie i miesiące, nie widząc go. Musieliśmy przenieść się do Indii.
Prawie rok po objęciu prezydentury Trumpa leciałem samolotem przez 17 godzin z moimi dwiema córkami i dotarłem do2 w nocyw Nowym Delhi. Powietrze było ciężkie od wilgoci, kurzu i smogu. Mój mąż machał nam entuzjastycznie, gdy stał za umundurowanym mężczyzną trzymającym AK-47. Nasze dzieci nie widziały swojego tatyw dwa miesiące. Tak wiele poświęciliśmy, aby tu być, a teraz, gdy byliśmy, czy dokonaliśmy właściwego wyboru? Czy byliśmy zbyt emocjonalni? Zbyt dramatyczne? Wszystko kwestionowałem.
Następnego dnia, gdy nasz kierowca spokojnie poruszał się po piekielnym ruchu w mieście, gdzie pasy są ignorowane, a sygnał dźwiękowy jest ciągły, spanikowałem. – Wygląda na to, że wybuchła tu bomba – powiedziałam do męża, wskazując na czarne, zabrudzone budynki poprzecinane prętami zbrojeniowymi. Zlekceważył to, jakby mówił… O dobrze, czy nie tego chciałeś? Uciec? Cała moja niepewność, wątpliwości i lęki narastały jak łzy w gardle. Połknąłem je.
Sarah Hosseini
Wróciliśmy do USA tydzień później i było mi smutno. Nie było Jedz módl się kochaj chwila dla mnie w Indiach. Żadnej magii. Bez zdziwienia. Czy nie wszyscy kochają swoją wizytę w Indiach?? Zacząłem się zastanawiać, co jest gorsze – naprawdę być obcokrajowcem w kraju, czy zostać wyrzuconym jako obcokrajowiec, mimo że nie jesteś?
Telefony i SMS-y napływały od mamy, babci, siostry i najlepszej przyjaciółki. Zapytali entuzjastycznie: Jak minęła podróż?! Odpowiedziałem: Ludzie są naprawdę wspaniali. Starałem się zachować pozytywne nastawienie, więc ciągle opowiadałem o tym, jak dobrze traktowali nas ludzie w Indiach. To nie było kłamstwo. Ludzie byli niewiarygodne dla nas.
Nie mam wielkiego złudzenia, że mieszkanie w Indiach z rodziną da mi magiczne życie wolne od społecznych i politycznych rozczarowań. Każdy kraj ma wady, ale może nie będzie to tak osobiste gdzie indziej.
Kiedy pakowałem się z rodziną z naszej kamienicy do wynajęcia w Atlancie, zacząłem lamentować nad głupimi (zepsutymi) amerykańskimi rzeczami, takimi jak:
Uwielbiam Target, uwielbiam to, jak Starbucks jest dogodnie zlokalizowany WEWNĄTRZ Target, i uwielbiam to, jak połączenia internetowe działają w USA z niewielką lub żadną przerwą. Naprawdę kopię też chodzenie po chodnikach bez obawy, że ugryzie mnie wściekły, bezpański pies. Tęsknię też za bibliotekami i hamburgerami.
Niekoniecznie uciekam przed Trumpem i jego jadem (jako amerykański pisarz dostanę wirtualny witriol bez względu na to, gdzie mieszkam). Właśnie mam dość. Uciekam od codziennego rozczarowania tym wszystkim. Stoję sam z rodziną, wykonując ten niekonwencjonalny skok. To nie jest coś, czego kiedykolwiek doświadczyliśmy, ponieważ tak desperacko pragniemy przynależeć. Chcę, żeby moje dzieci należały.
Ponownie, jak przypomina nam Angelou, koszt, należące wszędzie i nigdzie jest wysoko. Koszt jest nie tylko wysoki społecznie, ale także ekonomiczny. Uznaję tutaj swój przywilej i przyznaję, że stać nas na duży, międzynarodowy ruch w dowolne miejsce na świecie. To przywilej, którego nie uważam za pewnik i czuję, że muszę to bardzo jasno powiedzieć. Przeprowadzka za granicę kosztuje tysiące dolarów, a wiele osób nie może po prostu odebrać i przenieść się tam, gdzie chce. Potem są koszty dla naszych dzieci… emocjonalnie.
Moje dzieci często mnie pytają: gdyby Donald Trump nie był prezydentem, czy nadal oddalalibyśmy się od przyjaciół i rodziny? Z dala od babci i dziadka? Mówię im, że nie wiem na pewno, ale z pewnością ułatwił mamie pozostawienie tego wszystkiego za sobą.
Nie wiem, gdzie moja wieloetniczna rodzina kiedykolwiek będzie pasować, ale wiem, że ważne jest, aby czuć się jakbyś należała. Czy pewnego dnia znów tu będziemy należeć? Może. Czy nadal będziemy szukać kraju, w którym poczujemy się jak w domu? Może. Prawdę mówiąc, możemy nigdy nie wrócić. Jestem otwarta na wszystkie możliwości.
Nie wiem, czy kiedykolwiek nie poczujemy się całkowicie zawiedzeni przez kraj, w którym się urodziliśmy. Może ten ból, który czujemy, jest drogą do wolności. Wolność, która jest naszą nagrodą – należeć wszędzie i nigdzie jednocześnie. Chyba zobaczymy.
Podziel Się Z Przyjaciółmi: