Moja szwagierka i ja nie jesteśmy przyjaciółmi i nie przeszkadza nam to
Straszna mamusia i AntonioGuillem/Getty
Właśnie spędziłem kilka dni z moim szwagierka . Wylądowała w tym samym domu na plaży, co moja rodzina. Mój mąż zapewnił mnie, że moja SIL i jej dzieci nie będą się z nami pokrywać, ale ona nalegał chciała, żeby kuzyni bawili się razem. Więc zaprosiła się na ostatnie pięć dni naszego pobytu, zdobyła w pobliżu Airbnb (nie było miejsca w domu) i spędzała czas ze swoim potomstwem.
baby boy themed rooms
Problem? Mój SIL i ja się nienawidzimy.
Nie nienawidziliśmy się nawzajem. Właściwie dogadywaliśmy się całkiem dobrze, dopóki nie urodziła dzieci. Jest bardzo mądra i bardzo zabawna. Jest ciekawą osobą. Trochę snobistyczny i nigdy nie bylibyśmy zbyt blisko, ale ją lubiłem.
Potem pstryknął jakiś przełącznik. Jej decyzje rodzicielskie kontrastowały z moimi. Byłem wytrawnym (i z perspektywy czasu dość irytującym) rodzicem przywiązania. SIL, mimo że była SAHM, posłała swoje dzieci do szkoły w wieku 2 lat. Nie karmiła piersią (oceniając to jako obrzydliwe), trenowała sen, gdzie spaliśmy, nigdy nie nosiła dzieci (uważała, że fotelik jest wystarczająco dobry) i niech się wypłaczą. Myślałem, że jest barbarzyńką. Myślała, że jestem głupim hipisem. Oboje jesteśmy bardzo upartymi ludźmi.
W pewnym momencie nie mogę tego określić, po prostu przestaliśmy ze sobą rozmawiać. Po prostu… przestał. Nie pamiętam dlaczego. Może ona skomentowała albo ja skomentowałem, i to nas wkurzyło i po prostu zdecydowaliśmy, że skończyliśmy. Nie pomaga to, że jest wyraźną faworytką mojej MIL, dla której rzuci wszystko, do diabła z wcześniejszymi zobowiązaniami. Nie pomaga to, że chodzi po całym swoim bracie, moim ukochanym BIL-ie. Nie pomaga to, że widziałem, jak SIL robi wszystko, co w jej mocy, by gadać o moim BIL-ie i wpędzać go w poważne kłopoty z rodzicami — po jej dzieci się urodziły.
Jej dzieci denerwują mnie, a moje dzieci ją denerwują. Myślę, że jej syn to głośny, utytułowany tyran. Uważa, że moje dzieci są dziwakami uczącymi się w domu, którym brakuje umiejętności społecznych lub które będą miały w przyszłości. Nasze dzieci też się nie lubią. 
Więc nie rozmawiamy. Dosłownie nie rozmawiamy ze sobą. Nie jesteśmy podli, mroźni ani paskudni. Po prostu udajemy, że inny nie istnieje w naszych światach.
Weszła do domu i nie przywitaliśmy się. Widzieliśmy się na schodach i nie uznawaliśmy nawzajem swojej obecności. Wychodząc nie pożegnaliśmy się.
Przez kilka dni w tym samym domu dawaliśmy radę nie mówić do siebie ani słowa.
Większość ludzi by tego żałowała. Chcieliby pogodzić się z członkiem rodziny. W końcu niezgoda rodzinna jest do bani. Chcesz się dogadać z ludźmi, których widujesz na wakacjach, choćby po to, abyś mógł być na mówienie terminami.
Ale nie mam ochoty nadrabiać moim SIL. Nie ma się z czym pogodzić. Mamy fundamentalne różnice osobowości i różnice zdań, których nie da się rozwiązać, dopóki oboje nie usiądziemy, skonfrontujemy się z sytuacją i o niej nie przedyskutujemy. Nie chcę tego robić. Wątpię, czy ona też chce to zrobić, albo by to zrobiła (albo wysłała wiadomość przez rodzinną pocztę, że to zrobiła). Może by się ze mną przywitała. Jakaś uwertura, jakiś gest mówiący: chcę być twoim przyjacielem.
Ona tego nie zaoferowała, ja też nie. Ponieważ tak naprawdę nie chcemy być przyjaciółmi.
Jej przyjaciele robią rzeczy w klubie country. Moi przyjaciele, przynajmniej ci prawdziwi, oglądają niejasne pokazy science-fiction, piszą i pozwalają, aby nasze domy wokół nas rozpadały się, podczas gdy nasze dzieci robią projekty artystyczne i rozbijają stare urządzenia, aby zobaczyć, jak działają. Nienawidzę broni i uważam, że powinniśmy ich zakazać; Mąż mojego SIL'a trzyma ich tonę i udaje się na zorganizowane polowania, podczas których wybiera się tuzin ptaków hodowlanych z nieba. Oboje uważamy, że to drugie jest śmieszne i wstrętne.
Mój biedny mąż musi z tym żyć. Współczuję mu. Jego żona nie może znieść jego siostry, a to nie jest łatwa sytuacja. Mój BIL i inni SIL wiedzą, że jej nie znoszę. Myślę, że moja teściowa i teść też wiedzą, ale jak każdy inny emocjonalny problem w rodzinie, nie chcą przyznać, że dzieje się coś niezwykłego. W pewnym sensie to ułatwia: zaprzeczanie naszym uczuciom, przynajmniej w uprzejmym towarzystwie, pozwala nam ignorować się nawzajem we względnym spokoju.
Co, jak sądzę, to wszystko SIL i naprawdę chcę. Przynajmniej to nas łączy.
Podziel Się Z Przyjaciółmi: