Żałuję, że nie pracuję, kiedy moje dzieci były małe
Popełniłem błąd siedem lat temu.
Dzisiaj, kiedy rozmawiam ze znajomymi, którzy planują mieć dzieci, wielu z nich w późniejszym życiu, mówię im, aby po urodzeniu dziecka trzymali się swojej pracy i nie podejmowali pochopnych decyzji o pozostawieniu pełnego praca na czas.
Moja własna decyzja była pochopna.
Uwielbiałem pracę, którą miałem, kiedy urodziło się moje pierwsze dziecko. Pracowałam w wydawnictwie ze wspierającymi współpracownikami i praca, która z każdym dniem stawała się coraz ciekawsza. Kilka lat przed narodzinami mojego dziecka było świetnych zawodowo, a kiedy moja firma została przejęta przez większą, było tylko lepiej. Korzyści, podwyżki, szanse, podróże służbowe – wszystko to rosło. Mówiłam mężowi i przyjaciołom, że zestarzeję się w tej firmie. Naprawdę w to wierzyłem. Nigdy nie myślałam, że rzucę pracę po urodzeniu dziecka.
Pobraliśmy się dopiero rok przed tym, jak zaszłam w ciążę w wieku 32 lat. Wszystko wydarzyło się tak szybko. Pobraliśmy się i mieszkaliśmy w Nowym Jorku. Potem zaszliśmy w ciążę w ciągu sześciu tygodni prób. Niedługo potem przenieśliśmy się na przedmieścia, a dziecko urodziło się kilka miesięcy później. Wziąłem kilka miesięcy wolnego, żeby z nią być. Kiedy byłam na urlopie macierzyńskim, moje biuro przeniosło się poza miasto, znacznie dalej tam, gdzie zdecydowaliśmy się kupić dom. Boom boom boom. Wszystko zmieniło się w mgnieniu oka.
Nagle czekała mnie długa droga do pracy, mleko z piersi sączące się przez moją koszulę podczas spotkań, wyczerpanie żonglowania pracą i życiem domowym, burzliwy związek z opiekunką, która, jak czułam, kradła moją rolę matki mojemu własnemu dziecku. Emocjonalna kolejka górska próby zrównoważenia obu światów doprowadzała mnie do szału.
Nie pomogło to, że zaraz po powrocie do pracy trójstanowe zaciemnienie wystąpiło tuż po wyjściu z pracy, aby złapać autobus do domu przez Grand Central. Utknąłem na noc w Nowym Jorku i płakałem, odciągając mleko dla mojej trzymiesięcznej córeczki, która była sama w domu z opiekunką, która usiłowała znaleźć świece i latarki (to była nasza wina, że jej nie przygotowałam, uświadomiłam sobie później, ale kto wiedział, że stanie się to dwa dni po moim powrocie do pracy?). Oboje przeżyli noc, ale moim zdaniem po tym moje dni pracy były policzone.
Kiedy po raz pierwszy wróciłam do pracy po urlopie macierzyńskim, moi przełożeni pozwolili mi pracować w biurze trzy dni w tygodniu, dwa dni w domu, aby ułatwić przejście. To pomogło, ale mój umysł wciąż trząsł się ze strachu, że przegapiłem rozwój mojej córki. Uczyła się chodzić beze mnie. Zaczęła dzwonić do mojej opiekunki do mamy i nie przychodziła do mnie, kiedy wracałam z pracy do domu. Kiedy pod koniec dnia próbowałem iść z nią do parku, bez wątpienia zadzwonił do mnie telefon z biura i musiałem biec z powrotem na rozmowy konferencyjne. Ciągle chorowałem od biegania tam iz powrotem z jedną infekcją zatok po drugiej. Nie pomogły też późne noce z noworodkiem. Byłem wyczerpany.
Ponadto jestem pewien, że moja wydajność pracy spadła. Taszczyłem pompę do pracy, zamykając drzwi do biura dla prywatności, żebym mógł kontynuować karmienie piersią . Pracowałam do obiadu, żeby wyjść z pracy na tyle wcześnie, żeby nadszedł czas na spędzenie czasu z dzieckiem. Kiedy nadszedł dzień rezygnacji, nie sądzę, żeby ktokolwiek był strasznie zaskoczony, chociaż udało mi się odejść z firmy na dobrych stosunkach.
Chciałbym móc powiedzieć, że nigdy nie oglądałem się za siebie, ale nie mogę. Przez pierwsze sześć miesięcy właściwie kontynuowałem pracę dla tej firmy w niepełnym wymiarze godzin, co teraz zdaję sobie sprawę, było zbawicielem. Ciężko mi było przestać sprawdzać pocztę, kiedy wyszedłem; Tęskniłem za kolegami; Brakowało mi marki, nad którą tak ciężko pracowałem. Przez kolejne lata tęskniłem za firmą i moją pracą.
Zaszłam w ciążę dość szybko, w kilka tygodni po odejściu z pracy, a moje życie domowe stało się naprawdę zajęte. Po urodzeniu syna urodziłam w domu dwójkę dzieci – dzieliło ich tylko 19 miesięcy. I to było piekło. Jeden mógł płakać, a drugi płakał. Jeden szedł spać, drugi budził się. Nie mogłam sobie poradzić z byciem mamą w wieku dwóch lat.
Tak więc bardzo szybko zdałem sobie sprawę, że pozostanie z nimi w domu nie jest dla mnie i popadłem w skrajną depresję. Podczas podróży do Anglii tego lata spotkałam wiele kobiet, które miały niesamowitą pracę w niepełnym wymiarze godzin, i postanowiłam wrócić do USA i znaleźć własną. Miałem szczęście, że miałem kontakt z mojej starej pracy, który kilka miesięcy później zaowocował pracą na pół etatu w wydawnictwie. Ta praca trwała prawie trzy lata i przerodziła się w karierę konsultingową. Jednak problem z konsultingiem i pracą w niepełnym wymiarze godzin polega na tym, że nie jest to rzetelne i często moje umiejętności nie są w pełni wykorzystywane. W jakiś sposób zboczyłem z drogi, ale nie mam wystarczających kwalifikacji na stanowiska, które uważam za moje prawdziwe wymarzoną pracę.
Cieszę się, na swój sposób, że mogłem przeżyć wczesne lata moich dzieci. Pracując na pół etatu byłem tam od wszystkiego – lekcje baletu, imprezy szkolne, lekcje gry na fortepianie, koncerty. Upewniłam się również, że nigdy niczego nie przegapiły i były najlepszą mamą, jaką potrafiłam być.
Ale czasami zastanawiam się, co bym, gdybym wszystkie lata temu zatrudniła opiekunkę, która nie wzbudziła we mnie zazdrości? A gdybym dał swojej pracy więcej czasu? Niestety zastanawiałem się nad tym więcej razy, niż chciałbym przyznać. Szczera odpowiedź brzmi, że moje dzieci byłyby w porządku – i świetnie – tak czy inaczej.
Prawda jest taka, i trudno to przyznać, ale nigdy tak naprawdę nie lubiłam chodzić na plac zabaw. Nie zawsze lubię być w szkole, żeby przywieźć i odebrać. Nigdy nie lubiłam mieć do czynienia z niektórymi matkami w szkole, które nalegały na zostawanie na randki na zabawę, nawet po tym, jak dzieci były na tyle duże, że można je było podrzucić. Nie lubię robić obiadów.
Prawda jest taka, że nie lubię być odpowiedzialnym za dzieci przez cały dzień, każdego dnia. Trudno się do tego przyznać, a czasami czuję się jak zła mama, zwłaszcza gdy inne mamy otwierają drzwi w fartuchach, po prostu upiekły ciasteczka ze swoimi dziećmi i moim własnym i czuję, że mam do czynienia z Barbarą Cleaver. A ja jestem Courtney Love w kuchni. Moje dzieci chciałyby piec babeczki i ciasteczka przez cały dzień, ale nie jestem taką mamą. Nie miałam być mamą w domu. Tylko nie miałem pojęcia, kiedy podjąłem tak drastyczną decyzję o odejściu z pracy.
Nie mówię, że myślę, że łatwo jest pracować na pełny etat i wychowywać dzieci; to nie jest. Ale osobiście lubię satysfakcję z pracy, z zarobienia własnych pieniędzy, z oddania części opieki nad dzieckiem komuś innemu. Zauważyłem, że moje własne dzieci często czują się lepiej z nową krwią w domu. Nie tylko lepiej radzę sobie jako matka po spędzeniu czasu poza domem, ale oni z kolei czerpią korzyści z przebywania z kimś, kto nie jest tak wypalony jak ja po spędzeniu tak dużej ilości czasu w domu jako ich jedyna opiekunka.
Jeśli więc jesteś młodą mamą i myślisz o porzuceniu pracy na pełen etat, nie przychodź do mnie po poradę. Jeśli masz szansę pracować w niepełnym wymiarze godzin i jest to praca, która oferuje ten sam rodzaj obowiązków, co praca w pełnym wymiarze godzin, to brzmi jak dobry pomysł, ale rozważ dokładnie swoje opcje. Równowaga życiowa jest wszystkim i rób to, co jest dla Ciebie dobre. Ale jeśli kochasz pracę, którą miałeś przed urodzeniem dzieci i nie chcesz się martwić o opcje w przyszłości, trzymaj się tego. Im dłużej jesteś w pozycji i dasz z siebie wszystko w towarzystwie, będą szanować twoją równowagę życiową i łatwiej będzie iść na nieparzysty recital taneczny lub wizytę u lekarza w ciągu tygodnia, gdy coś się pojawi. Wejdziesz w rytm pracy i wychowania rodziny, a to się ułoży.
parent choice advantage formula
Podziel Się Z Przyjaciółmi: