W dni, w których tracisz gówno

Macierzyństwo
Stracić swoje gówniane macierzyństwo

SolStock / iStock

clove oil for earaches

Czasami tracimy nasze gówno. To jest uniwersalna prawda rodzicielstwa.

To, że gubisz swoje gówno, prawdopodobnie wygląda inaczej niż wtedy, gdy ja gubię swoje. Wszyscy mamy swoje zindywidualizowane, wstępnie zapakowane wersje tego, jak to wygląda, aby to zgubić, ale jest to dostępne dla nas wszystkich.

Zdolność do osiągnięcia punktu krytycznego. Do zepchnięcia poza krawędź. Mieć dosyć.

Jest to nieuniknione i niestety również pod wpływem czynników zewnętrznych. Rzeczy takie jak stres finansowy, konflikty małżeńskie i problemy z pracą. Rzeczy, które nie są winą naszych dzieci ani nie są przez nie stworzone, ale wpływają na naszą cierpliwość i naszą zdolność do empatii i wydobycia naszych najbardziej kochających, łagodnych ja.

Dzisiaj był mój dzień.

Straciłem moje gówno. Nikt nie spał zeszłej nocy i wszyscy obudzili się zepsuci. Dziecko rzuciło śniadanie na podłogę, pies miał wypadek, maluch rozlał wszędzie mleko, kociak zaginął, a moja najstarsza wyjęła z szuflad wszystkie części garderoby i stwierdziła, że ​​są za kiepskie do noszenia.

A potem w końcu wszyscy się ubrali, a kluczyków do samochodu nie mogłem znaleźć, a gdy ich szukałem…

Chłopcy wyszli na zewnątrz w błotnistej piaskownicy i byli przykryci od stóp do głów zaraz po tym, jak ich ubrałem i tuż przed tym, jak musieliśmy wyciągać tyłki za drzwi.

Jak je zmieniałem? Ktoś podszedł do drzwi, aby głosić dobrą nowinę o Jezusie, a moja najstarsza otworzyła drzwi i wypuściła psy.

Podczas gdy ja walczyłem z psami i delikatnie (ale stanowczo) odmawiałem dalszej dyskusji na temat religii, nagie dziecko wyszło na werandę, potrząsnęło swoją torbą z przekąskami i tańczyło na nich wesoło.

Gdy wszyscy wrócili do środka, zbadałem szkody i zdałem sobie sprawę, że nie ma mowy, abyśmy wyszli z domu na czas, żeby się modnie spóźnić. Nikt nie był w odpowiednim duchu, by być wystawionym na widok publiczny, delikatnie mówiąc.

A potem zadzwonił mój mąż, żeby powiedzieć, że myślał, że ktoś włamał się na nasze konto bankowe.

Również dziadek był w szpitalu.

I wtedy? Straciłem moje gówno. Było trochę krzyków, trochę przekleństw, trochę łez i kilka trzaśniętych drzwi. Delikatnie mówiąc, nie był to najwspanialszy pokaz. W mojej wściekłości odwołałem cały dzień.

A kiedy gówno uderza w wentylator i krzyczeliśmy, przeklinaliśmy, trzaskaliśmy drzwiami, odbieraliśmy przywileje lub kombinację tych wszystkich rzeczy, zawsze czujemy się winni. Płaszcz macierzyństwa. Poczucie winy czasami nie pojawia się od razu, ponieważ frustracja, gniew i stres zwykle utrzymują się, ale poczucie winy zawsze się pojawia.

Bijemy się. Nie powinniśmy krzyczeć. Nie powinniśmy trzaskać drzwiami. Wiemy lepiej. Myślimy o ich szeroko otwartych oczach i łzach, a nasze serce pęka. Wyobrażamy sobie, jak 20 lat później przeżywają na nowo bolesne wspomnienie swojego wściekłego rodzica, a my musimy zacisnąć pięści i stłumić łzy, ponieważ wciąż musimy przygotować lunch. Tracimy nasze gówno tylko stopniowo, ponieważ wciąż mamy ludzi na nas zależnych i musimy iść dalej.

A potem wszyscy odmawiają drzemki. Walczą z tą drzemką kopaniem i krzykiem. I naprawdę potrzebujesz ich, aby uciąć sobie drzemkę, aby móc odetchnąć, odzyskać zdrowie psychiczne i spróbować w jakiś sposób uratować resztę dnia.

Ale drzemka się nie dzieje. I znowu tracisz gówno. I tak jak wcześniej, czujesz się okropnie, okropnie, źle, bardzo źle. Tym razem pozwalasz łzom uciec, tylko kilku, które przesuwasz, gdy idziesz dalej. Bo trzeba zamawiać na wynos, kąpać się i znaleźć czystą piżamę.

Potem kąpiele się skończyły i czytamy historię z nimi zwiniętymi na kolanach, ich głowy pachną charakterystycznym zapachem ich ulubionego szamponu bez łez, i nie możemy skoncentrować się na historii, którą czytamy robotem, ponieważ jesteśmy tak pochłonięty miłością do tych niesamowitych stworzeń, które stworzyliśmy, i tak bardzo pragniemy zacząć jutro od nowa.

Dokonać przeróbki. Aby im to wynagrodzić. Przynosić im radość, uśmiechy i śmiech. Modlić się o cierpliwość, odpychać dokuczliwe myśli o rachunkach, budżetach i innych rzeczach, które sprawiają, że kipimy od stresu.

Przyrzekamy cieszyć się ludźmi, których kochamy bardziej niż wszystko, co kiedykolwiek wydawało nam się możliwe. Ci sami ludzie, którzy sprawiają, że tracimy gówno, ponieważ są jedynymi osobami, które są w stanie nacisnąć wszystkie nasze przyciski jednocześnie, a jednocześnie płakać, nie spać i rzucać jedzeniem na podłogę. (Gdyby mój mąż tak się zachowywał, rzuciłabym całe jego gówno na trawnik.)

Patrzymy im w twarz, prosto w te duże, okrągłe oczy i przepraszamy. Ponieważ jesteśmy ludźmi i nie jesteśmy nieomylni, a na koniec dnia żałujemy, że zraniliśmy ich uczucia, zasmuciliśmy ich lub rozczarowaliśmy.

Przepraszamy. Naprawdę.

A potem nadszedł czas, aby powiedzieć winie, żeby się odpieprzyć”, ponieważ poczucie winy nie pozbawi nas dobrego snu, ponieważ jeden zły dzień nie czyni kogoś złym człowiekiem, matką, współmałżonkiem lub pracownikiem. Każdy ma zły dzień. Nawet mamy. Zwłaszcza mamy.

Mamy prawo do złych dni i ważne jest, aby nasze dzieci postrzegały nas jako ludzi. Ludzi, którzy psują, muszą przepraszać i muszą okazywać słabość i bezbronność. Chcemy, aby nasze dzieci zobaczyły te rzeczy teraz, w bezpiecznym ich kochającym domu, aby wiedziały, że nie ma nic złego w zepsuciu i posiadaniu go, a także posuwaniu się naprzód.

Więc tak, wszyscy czasami tracimy swoje gówno. Czujemy się z tego powodu winni. Musimy go posiadać, a to może być trudne, zwłaszcza gdy wciąż jesteśmy wkurzeni. Ale to jest dla ciebie macierzyństwo. Tracisz gówno, załamujesz się do samego końca, a obietnica jutra cię wzmacnia. Nowy dzień, nowy początek i dzieci będą w porządku. Ty też będziesz.

Podziel Się Z Przyjaciółmi: